jak wycenić swoją pracę

Jako klient mainstreamu możesz mieć gdzieś słupki, ale one nie będą miały Ciebie  
Szukając poświęcasz czas. A czas ma wartość. Pieniądza.
Podejście jest klarowne – jeśli coś jest w pakiecie, a tego nie chcę znaczy, że mi wciskają. A wystarczy spojrzeć i ze zrozumieniem stwierdzić “aha, to jest w pakiecie”.
Czy fotograf tak nie robi? Oczywiście, że owszem.
Z wielu względów. Między innymi ekonomicznych.
Korzystny stosunek cena/usługa jest relatywny.
Dlatego musisz szukać na nasyconym rynku.
Podobnie jest z fotografią. Tu nie chodzi o fakt, że mainstream robi to co robi i “musi” zarzynać się cenami. Chodzi o to, że część autorytarnie stwierdza “rób tak, mi działa” zamiast pokazywać opcje. Powiesz teraz “a Ty mówisz, że trzeba sprzedawać więcej”. Nie. Mówię, że jest taka opcja. Pokazuję opozycję dla wytartego jak szmata schematu.
Patrzę czasem i rozkminiam jak działa nasz fotograficzny grajdołek i zauważam, że stara się on wciągać schematy dużych graczy, które kompletnie nie pasują do branży.
Sklepy kuszą obniżkami i “kup 2, a 3ci dostaniesz gratis”.
W sklepach tłum więc fotograf robi podobnie.
Z tym, że na ciuchach marża i obrót jest takwchujny, że robiąc takie promki dalej zarabiasz. Fotograf tymczasem zaczyna szukać tynku na kanapkę.
Patrzę czasem na inne grupy specjalistów i nie zauważam takiego stadnego “zdebilenia”. To nie personalne. Globalne. Bo jak inaczej nazwać sesję za 50zł czy marżę na albumie rzędu 10% ?
Jest wręcz odwrotnie – grupa mówi “za mało bierzesz, szanuj się” i nadchodzi refleksja by wziąć więcej.
Fotograf? Zaczynasz to weź mniej i dej gratisy. I ogórka.
Oraz oczywiście, że coś co jednemu wypali to innym nie.
Ale nie można kopiować wyniku. Do wyniku prowadzi droga.
Dlaczego większość macha dodatkami jak maczetą w buszu?
Bo jak sam stwierdziłeś – nic innego ich nie wyróżnia.
Fotka, presecik i gotowe. Everybody shoots.
A klient? A klient coraz częściej zauważa, że szuka w izostylicznej przepaści bez wyrazu. Wśród ludzi, którzy nie wychylają się ponad nic w swojej wizualnej trywialności. Bo przecież łatwiej jest kupić nowy preset zamiast pomyśleć “co ja kurwa robię nie tak?!”. A potem polecić ten preset na grupie, którą czyta kilkaset, jeśli nie kilka tysięcy nowych wannopszczółek chcących być artystami.
Jak tylko ktoś podsunie im pomysł.
Na kadr.
Na styl.
Na wszystko.
I tu nie chodzi o dywagacje kto robi jak. Chodzi o pewien schemat.
Ja nie bronię jedynej drogi ale wspominam o niej na rozdrożu.
Komuś nie wyszło raz. Drugi. Ktoś wtrąci o etyce upsellingu. Komuś przeszkadza marża na albumy i daje je w cenie.
Whatever. W tym samym czasie inny opierdziela właśnie 10 albumów z 300% marżą.
Niedobre jest to, że obrońcy filantropii używają do udowodnienia swojej słuszności ogromnych słów i ładunku emocjonalnego (czy to już nie jest trochę dziwne?) nie mając przy tym często sprawdzonych innych dróg, nie znając rynku.
Tylko tyle.

0 comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *