Więcej niż mysz, czyli o Mx Air słów kilka…

wtorek, 6 Kwiecień, 2010

Nowa kategoria działu słownego. Sprzęt – ten stricte fotograficzny i ten pomocny w tworzeniu, postprocesie i prezentacji. Miało się rozpocząć inaczej, ale sprawy potoczyły się swoim biegiem. Jako pierwszy w kategorii zatem – Logitech MX Air. Dostałem do potestowania takie akcesorium. Niby to mysz, ale…lecimy.

Trochę o produkcie czytałem, interesował mnie od czasu wejścia na rynek choć raczej w funkcji wskaźnika przy prezentacjach. Jako standardowa mysz – niekoniecznie. Jako, że jestem użytkownikiem, który lubi wycisnąć z urządzenia maksimum użyteczności – od razu zauważyłem pewne niedogodności, czy też odstępstwa od przyzwyczajeń. Zacznijmy więc od tzw. wad, choć bardziej trafne byłoby określenie – rozminięcia z oczekiwaniami.

Brakuje mi przycisków pod kciukiem. W Mx Air mamy wygodny dostęp tylko do 4 przycisków i scrolla. Do reszty musimy przesunąć dłoń. Umieszczenie 2 sztuk pod kciukiem byłoby idealnym połączeniem funkcjonalności tradycyjnej myszy i idei freespace.
To chyba tyle jeśli chodzi o wady…a nie, jeszcze jedna sprawa. Laser jest umieszczony w górnej części urządzenia (na wysokości scrolla). Nie zdawałem sobie sprawy z wyuczonej maniery przesuwania kursora przy pomocy obrotu myszy „zaczepionej” właśnie w górnym punkcie. Z reguły poziome ruchy wykonywałem obracając myszą a nie przesuwając ją.
Teraz czuję się troche nieswojo. Przejdzie.
Skoro już wspomniałem o scrollu. Fajny patent. Nie mamy tu fizycznej rolki a tylko panel dotykowy. Umożliwia on również przewijanie SmartShift, czyli rozpędzenie rolki i zatrzymanie jej w odpowiednim momencie.

A zalety? Freespace!
Podnosimy MX’a z biurka i…działa. Chwila przyzwyczajenia do nowej funkcjonalności, przesunięcie ręki i już przyciski z górnej częsci są w zasięgu kciuka. Świetna rzecz do przeglądania internetu, sterowania komputerem z odległości, prowadzenia prezentacji.
Logitech pozwala uruchomić opcję zmiany wskaźnika przy aktywnej opcji „air”, bardzo wygodne rozwiązanie.

Design. Czarny plastik na górze. Pełny połysk. Pełne opalcowanie przy pierwszym kontakcie. Dostajemy jednak w komplecie szmatkę, którą możemy doprowadzić gryzonia do czystości. Podświetlenie przycisków na czerowono. Spód ze srebrnego aluminium. Krótko mówiąc – bardzo nieźle się prezentuje.

Wnioski po dwóch dniach pracy – wszechstronne i precyzyjne urządzenie. Poza tym naprawdę ładne. Chętnie zobaczę połączenie MX Air z bardziej tradycyjną konstrukcją. Przyciski pod kciukiem – obowiązkowo. A może i z drugiej strony? Wersja matowa z błyszczącym scrollem byłaby ciekawym rozwiązaniem. Praktyczniejszym.  Mniejszy odbiornik USB również ułatwi mobilne życie. A może nawet komplet 2 odbiorników (obowiązkowo unifying) ? Zapinamy do desktopa oraz laptopa i używamy MX zawsze i wszędzie bez stresu, że czegoś zapomnieliśmy.

Po tygodniu użytkowania część obaw niestety się potwierdziła – brakuje przycisków pod kciukiem. Jednak możliwość ustawienia różnych zachowań w zależności od aplikacji rekompensuje w pewien sposób te braki. Denerwuje czasem scroll. Zdarza się, że przy klikaniu górnym przyciskiem zahaczamy minimalnie o pad…i dzieją się niewskazane rzeczy.

Pierwsza zorganizowana prezentacja z wykorzystaniem projektora FullHD za mną. Mx Air jest idealnym partnerem do takich działań, oczekiwania spełnione w 100%.  Można chodzić, rozmawiać i obsługiwać ekran. Często też trzeba przekazać wskaźnik zainteresowanym i opowiedzieć pare słów gdyż wzbudza dużą ciekawość.

Ja póki co na pewno zostawię sobie tego gryzonia. Zasięg i filozofia pracy bardzo mi odpowiada w pewnych zakresach obowiązków. Jednak chyba muszę jej poszukać kompana o tradycyjnej budowie.
Zobaczymy jak sie sprawdzą MX Anywhere lub Performance.

mx air

zamiatania Krakowa ciąg dalszy, czyli Volbeat prezentuje?

poniedziałek, 1 Marzec, 2010

Jeśli początkiem lutego UDO nie wyzamiatał wszystkiego, to Volbeat swoją wizytą w Studio nadrobił ów zaległości bez wątpienia.
Gdzieś coś o nich słyszałem, znałem pare numerów…i to tyle. Wiedziałem w każdym razie, że nudno nie będzie stąd i decyzja o wyjeździe na koncert była przesądzona. Nie zawiodłem się, Kraków w tym roku zaskakuje co koncert.
Support w postaci The Bulletmonks pokazał co to znaczy rozgrzać publiczność. Tak właśnie – rozgrzać, nie znudzić. Taka nowość w tym roku. Kawał niezłego, energetycznego,  rockandrollowego grania. Widzałem na YouTube Slither Velvetów w ich wykonaniu. Szkoda, że nie dane było doświadczyć na żywo. Jest moc w tym kawałku!

Po sprawnym opuszczeniu sceny przez w/w przyszedł czas na Volbeat. Niezłe arty na scenie, gustowny dywanik…szkoda, że światło było niekoniecznie fajne. Bywa.
Ekipa zainstalowała się na scenie, Pan wokalista Michael zrobił kilka pamiątkowych zdjęć po czym dostaliśmy jasną informację – bez taryfy ulgowej. Co tu dużo pisać, armia dzwięków rozprawiła się z przybyłymi i nie brała jeńców. To jest właśnie występ, którym można zdefiniować energię i zaje***sty kontakt z publicznością.

Głosy po koncercie były różne. Większość to oczywiście fanowie i fanki, więc byli raczej zadowoleni. Niektórzy kwitowali występ słowami „fajnie grali”, no ok, może być i tak. Jeszcze inni byli odrobinę zawiedzeni.
Ja ich wszystkich rozumiem. Była moc i energiczny show. Muzycznie było dość wtórnie a wokalista pił chyba z butelki Jamesa Hetfielda gdy Volbeat gral jako support Mety. Jednak wyszedłem zadowolony. Nie nastawiałem się na nowatorskie rozwiązania i wirtuozerskie etiudy. To koncert, który pozwala na kilkadziesiąt minut zapomnieć o wszystkim miażdżąc falą dźwięku…
Na potęgę posępnego czerepu! Czy jak to tam wołał ten nie do końca ubrany superhiroł z mieczem :)
Zapraszam na garstkę zdjęć…

fotografia koncertowa volbeat krakowfotografia koncertowa volbeat krakowfotografia koncertowa volbeat krakowfotografia koncertowa volbeat krakowfotografia koncertowa volbeat krakowfotografia koncertowa volbeat krakowfotografia koncertowa volbeat krakowfotografia koncertowa volbeat krakowfotografia koncertowa volbeat krakowfotografia koncertowa volbeat krakowfotografia koncertowa volbeat krakowfotografia koncertowa volbeat krakowfotografia koncertowa volbeat krakowfotografia koncertowa volbeat krakowfotografia koncertowa volbeat krakowfotografia koncertowa volbeat krakowfotografia koncertowa volbeat krakow
A podczas powrotu świecący księżyc pozwolił upolować coś takiego…
fotografia koncertowa volbeat krakow
Fotografia koncertowa zapraszam.

pagetop

  • .subskrybuj

  • .kontakt

  • .kategorie

  • .archiwum

  • .ostatnio dodane

  • .tagi

  • .komentarze