kobiecy wieczór w kinie Rialto, czyli Epica w Katowicach
W pierwszy dzień października salę byłego katowickeigo kina Rialto wypełniło potężne brzmienie gitarowych riffów i kobiecych wokali. Bardziej namacalnie – blisko 400 osób oczekujących na gwiazdę wieczoru, holenderską grupę Epica.
Do planowego rozpoczęcia koncertu pozostało w tym momencie jeszcze 2,5 godziny. O 19:40 na scenę wszedł Revamp – również holenderski przedstawiciel symphonic metalowej sceny. Za mikrofonem – Floor Jansen wywodząca się z After Forever. Cały wieczór został zaplanowany na tyle spójnie, że juz od pierwszego utworu zebrana publiczność podążyła śladem dźwięku. Osób przybywało a Floor z ekipą przez 50 minut kreśliła kolejne partie szkicu piątkowego wieczoru. Bardzo wyraźnego szkicu, pełnego brzmienia.
Drugim supportem był francuski Kells. Równie ciepło przyjęty i równie wyraźnie zaznaczający swoją obecność. Niby gothic metal jednak gdy tylko zanikał głos żywiołowej wokalistki od razu wdzierał się typowy numetalowy klimat i skojarzenia z Korn. Nie było w tym nic chybionego, dostaliśmy od kapeli solidny cover „Here to Stay” – zadziałało, ruszyło wszystkich…dosłownie wszyskich. Rola supportu wypełniona, publiczność rozgrzana. Ah, prawie zapomniałem o przyjemnej ciekawostce. Podczas ostatniego utworu wokalistka staneła tyłem na skraju sceny (dodać należy, że ów tył prezentował się przez cały koncert nad wyraz interesująco) po czym przepłynęła na rękach przez kawałek sali…myślę, że tym niecnym planem rozgrzała część publiczności trochę bardziej.
Tak też minęło kolejne 50 minut. Zbliżała sie 21:30, ze sceny znikały różne elementy, pojawiały się nowe, tymczasem z głośnika dobiegły mnie dźwięki „Forever” grupy Kamelot (od której to zresztą wywodzi się nazwa Epica – taki tytuł nosi jedna z płyt Kamelotu). Jednak zanim wszystko zostanie poustawiane – chwila refleksji. Epicę widziałem już w tym roku na festiwalu Masters of Rock w czeskich Vizovicach. Nie ukrywam, nie był to występ dnia, ale też warunki moim zdaniem niezbyt przyjazne dla tego gatunku. Open air, godzina na występ, problemy techniczne na początku koncertu… Nie było oczywiście źle, jednak z racji charakteru brzmienia odebrałem ten występ jako wyjątkowo „rozlany”. Bardzo chciałem zweryfikować odbiór w małej sali, z solidnym dzwiękiem i publicznością, która przyszła właśnie na Epicę.
Światło przygasło, starczy tych wspomnień. Od pierwszego uderzenia w struny było jasne, że będzie zupełnie inaczej niż poprzednio. Dźwięk wgniatał w ziemię a wokale nie pozwalały się wydostać. O to chodziło! Ponad półtorej godziny świetnych, ciężkich kompozycji ubarwionych głosem Simony i growlem Marka Jansena. Po secie takich utworów jak „Resign to Surrender”, „Fools of Damnation” czy rewelacyjnego „Cry for the Moon” padło pytanie czy mamy jeszcze 15 minut. Jak się szybko okazało – nie było problemu, wszyscy zgozili się zostać. A dlaczego aż 15? „Kingdom of Heaven” to nie jest krótka kompozycja. Tak też dotarliśmy do zakończenia pierwszej części koncertu. A po krótkiej przerwie trochę rozmowy, piwo przekazane w tłum od członków zespołu, kilka polskich słow jak „herbata” czy „dzień dobry”, ah i chyba najważniejsze – „Quietus”, „Sancta Terra” i „Consign To Oblivion”.
Dziękuję, dobranoc.
Podsumowując – bardzo dobry był to wieczór. Zdecydowanie lepszy odbiór i moc dźwięku w porównaniu z wielką festiwalową sceną…choć ta mogłaby być jednak trochę większa. Muzycznie jednak – doskonale. Jedno z tych wydarzeń, którego echa będą się odbijać w głowie przez jakiś czas. Udany piątkowy wieczór, udany początek weekendu – kobiecowokalnego weekendu. W sobotę wizyta w krakowskim Studio na koncercie Tarji Turunen.
Do zobaczenia!










Fotografia koncertowa | concert & music photography zapraszam.











