Więcej niż mysz, czyli o Mx Air słów kilka…
Nowa kategoria działu słownego. Sprzęt – ten stricte fotograficzny i ten pomocny w tworzeniu, postprocesie i prezentacji. Miało się rozpocząć inaczej, ale sprawy potoczyły się swoim biegiem. Jako pierwszy w kategorii zatem – Logitech MX Air. Dostałem do potestowania takie akcesorium. Niby to mysz, ale…lecimy.
Trochę o produkcie czytałem, interesował mnie od czasu wejścia na rynek choć raczej w funkcji wskaźnika przy prezentacjach. Jako standardowa mysz – niekoniecznie. Jako, że jestem użytkownikiem, który lubi wycisnąć z urządzenia maksimum użyteczności – od razu zauważyłem pewne niedogodności, czy też odstępstwa od przyzwyczajeń. Zacznijmy więc od tzw. wad, choć bardziej trafne byłoby określenie – rozminięcia z oczekiwaniami.
Brakuje mi przycisków pod kciukiem. W Mx Air mamy wygodny dostęp tylko do 4 przycisków i scrolla. Do reszty musimy przesunąć dłoń. Umieszczenie 2 sztuk pod kciukiem byłoby idealnym połączeniem funkcjonalności tradycyjnej myszy i idei freespace.
To chyba tyle jeśli chodzi o wady…a nie, jeszcze jedna sprawa. Laser jest umieszczony w górnej części urządzenia (na wysokości scrolla). Nie zdawałem sobie sprawy z wyuczonej maniery przesuwania kursora przy pomocy obrotu myszy „zaczepionej” właśnie w górnym punkcie. Z reguły poziome ruchy wykonywałem obracając myszą a nie przesuwając ją.
Teraz czuję się troche nieswojo. Przejdzie.
Skoro już wspomniałem o scrollu. Fajny patent. Nie mamy tu fizycznej rolki a tylko panel dotykowy. Umożliwia on również przewijanie SmartShift, czyli rozpędzenie rolki i zatrzymanie jej w odpowiednim momencie.
A zalety? Freespace!
Podnosimy MX’a z biurka i…działa. Chwila przyzwyczajenia do nowej funkcjonalności, przesunięcie ręki i już przyciski z górnej częsci są w zasięgu kciuka. Świetna rzecz do przeglądania internetu, sterowania komputerem z odległości, prowadzenia prezentacji.
Logitech pozwala uruchomić opcję zmiany wskaźnika przy aktywnej opcji „air”, bardzo wygodne rozwiązanie.
Design. Czarny plastik na górze. Pełny połysk. Pełne opalcowanie przy pierwszym kontakcie. Dostajemy jednak w komplecie szmatkę, którą możemy doprowadzić gryzonia do czystości. Podświetlenie przycisków na czerowono. Spód ze srebrnego aluminium. Krótko mówiąc – bardzo nieźle się prezentuje.
Wnioski po dwóch dniach pracy – wszechstronne i precyzyjne urządzenie. Poza tym naprawdę ładne. Chętnie zobaczę połączenie MX Air z bardziej tradycyjną konstrukcją. Przyciski pod kciukiem – obowiązkowo. A może i z drugiej strony? Wersja matowa z błyszczącym scrollem byłaby ciekawym rozwiązaniem. Praktyczniejszym. Mniejszy odbiornik USB również ułatwi mobilne życie. A może nawet komplet 2 odbiorników (obowiązkowo unifying) ? Zapinamy do desktopa oraz laptopa i używamy MX zawsze i wszędzie bez stresu, że czegoś zapomnieliśmy.
Po tygodniu użytkowania część obaw niestety się potwierdziła – brakuje przycisków pod kciukiem. Jednak możliwość ustawienia różnych zachowań w zależności od aplikacji rekompensuje w pewien sposób te braki. Denerwuje czasem scroll. Zdarza się, że przy klikaniu górnym przyciskiem zahaczamy minimalnie o pad…i dzieją się niewskazane rzeczy.
Pierwsza zorganizowana prezentacja z wykorzystaniem projektora FullHD za mną. Mx Air jest idealnym partnerem do takich działań, oczekiwania spełnione w 100%. Można chodzić, rozmawiać i obsługiwać ekran. Często też trzeba przekazać wskaźnik zainteresowanym i opowiedzieć pare słów gdyż wzbudza dużą ciekawość.
Ja póki co na pewno zostawię sobie tego gryzonia. Zasięg i filozofia pracy bardzo mi odpowiada w pewnych zakresach obowiązków. Jednak chyba muszę jej poszukać kompana o tradycyjnej budowie.
Zobaczymy jak sie sprawdzą MX Anywhere lub Performance.




