crazy night w Ostravie, czyli Kiss z wizytą u naszych południowych sąsiadów…
Są kapele, które samą swoją obecnością i muzyką robią tak zwane show. Jest ich masa.
Są kapele, które robią show, jednak muzycznie niekoniecznie. Jest ich…Rammstein.
A Panie, Panowie…Kiss, znacie? W zasadzie kto nie zna, grają już kilka lat. Dokładniej 38. Sami mają około 60tki na karku, a przynajmniej fialry kapeli – Paul i Gene.
Jednak to co ta ekipa tworzy na scenie ciśnie na usta jedno słowo – nieprawda!
(no ok, pierwsze było „oni sa k*a niemożliwi” ale na potrzeby kulturalnej relacji przywołałem powyższe)
Kawał dobrego rocka podpartego tak żywym show, że wielu młodych mogłoby się uczyć. Po nich w ogóle nie widać wieku, szaleństwo na scenie przez ponad 2godziny. Taki mix dwóch przytoczonych na początku przypadków.
A jak to się zaczęło? Kiedy tata i mama się kochają, a motylki…nie, chyba za daleko, chodziło o koncert.
Kurtyna opadła, zadymiło, wystrzeliło…i trzech gitarzystów wyjechało na platformie unosząc się nad perkusistą i lądując chwilę później na scenie.
„Modern Day Delilah” i „Cold Gin” zlatują szybko, niestety tylko tyle mamy czasu na fotografowanie. Inną sprawą jest to, że przez te 10 minut dzieje się wiele. Chłopaki, a właściwie Panowie poprostu dają z siebie wszystko robiąc miny, pozy i grając cały czas z kamerami i publiką.
Zastanawiam się ile kostek traci Paul podczas koncertu. Strzelam, że równowartość niezłego obiadu, rzuca nimi co chwilę i w każdą stronę, wszędzie.
Jako, że trasa promuje ostatnią płytę Sonic Boom, dostajemy przekrój całej kariery zespołu. Na płycie ludzie w przedziale wieku 12-60 lat. Bawią się jak to czesi…statycznie.
Pierwszy set, który solidnie rozruszał płytę – Deuce, Crazy Night i Caling Dr. Love. Słychać, że Paul nie wyciąga już wysokich partii, ale podczas takiego spektaklu nie zwracamy na to uwagi, nie ma sensu.
Po tej trójce, trochę się uspokoiło, przeplotło solówkami Thayera i Singera jednak od strony muzycznej trochę nie wiem po co. Jeśli Gene i Paul chcieli odpocząć to lepiej byłoby zagrać Forever, którego bardzo brakowało.
Odpoczęli jednak i od tego momentu nie było przebaczenia.
Wyszedł Gene ze swoim toporem. Świetlny spektakl z demonicznymi dźwiękami basu a z ust muzyka sączy się sztuczna krew. Po chwili liny porywają go na podest ok. 10 metrów nad sceną a z głośników spływa „I love it loud”. Ten utwór postawiony przy melodyjnych Crazy Night czy Lick It Up pokazuje jak różnorodnie pogrywają Ci wymalowani wariaci.
Potem dalsze żniwa energii – Black Diamond, pierwsza zwrotka Whole Lotta Love i fantastyczne Detroit Rock City.
Światła gasną…a ja czekam, znam setlistę.
Wszystko według planu, dostajemy „I was made for lovin’ You” a Paul ląduje na podeście przy akustykach.
Jak? Zwyczajnie – na linie przeleciał. A co?
Jak już wrócił na scenę to przyszła pora na to, na co czekałem cały wieczór.
Świetny cover wprost z wielkiej podróży Billa i Teda.
Hymn otwierający Revenge z 1992 roku – „God Gave Rock ‘n Roll to You” odśpiewany oczywiście z publiką.
Chyba nikt nie siedział (a to juz dużo jak na ten naród).
Tym samym dobrnęliśmy do końca, prawie. Pozostał jeszcze utwór zamykający koncert. Jakieś takie słabe, niewyraźne pitolenie o Rock and Rollu. Nie wiem o co chodziło, ale wszyscy skakali i darli się wraz z wokalstą – I wanna rock and roll all nNite…and party everyday!!
I jeśli to ma wyglądać tak jak dziś to ja poproszę jeszcze podwójne frytki!
I piwo! I zasmażka!
Finał koncertu wyrwał mi z gardła ostatnie samogłoski zakupione od Pana z dużym wąsem.
Ah, i wybuchy jeszcze były. Dużo wybuchów. Tak właśnie wyglądał show of the year 2010.
Nie sądzę, żeby ktoś to przebił. Na pewno nie w takiej formie.
Za tydzień AcDc, ale to inny kaliber całości. For those about to rock – FIRE – we salute You!
…ale o tym będzie za tydzień, teraz zapraszam na garstkę zdjęć. Stay tuned!
Byłbym zapomniał. Podczas koncertu na scenie wylądowała polska flaga. Jedyny element poza stringami, który dotarł od publiki.
Przy okazji zastanawiam się jak to jest. W przeciągu trzech dni Kiss gra w Czechach dwa razy – Ostrava i Praga. CEZ Arenę odwiedziło ok. 10.000 fanów. Chwilę wcześniej były też Wiedeń i Słowacja. Na każdym z tych eventów lądują fani z Polski, ale u nas koncertu sie nie organizuje…why, dlaczego?














Fotografia koncertowa | concert & music photography zapraszam.









