only after dark, czyli Tito & Tarantula w katowickim Rialto…
Nareszcie jakiś koncert. Wyrwałem się z wiru projektowania różnych graficznych dziwności i o 20:00 stanąłem w drzwiach katowickiego kinoteatru Rialto. Świetne miejsce z dużym potencjałem. Jednak bałem się jednego – światła, a raczej jego permanentnego braku. Fotograficznie to jedno z najgorszych możliwych miejsc na mojej mapie. Ciemno jak w katalońskim moździerzu. Coś tam niby błyska, ale dalekie to od sensowności. To by może było na tyle słowem wstępu.
Tito & Tarantula. Z samej nazwy znani tak sobie. Wielu znajomych pytało co to właściwie za twór, obrałem jednak prostą i nad wyraz celną drogę tłumaczeń. Nazwisko Tarantino słyszał każdy. Rodriguez również. Czy jest na sali ktoś, kto nie widział „Desperado”? A „Od Zmierzchu do Świtu”? Te filmy łączy wiele. Od wspomnianych wcześniej nazwisk, przez takie postacie jak Danny Trejo, Cheech Marin czy Steve Buscemi (których to, podobnie jak naszych muzyków możemy nie kojarzyć po nazwisku, ale nie wierzę, że ktoś nie rozpozna ich na ekranie) po pewną panią zwaną Salma Hayek. W obu wymienionych produkcjach gra ona tam nad wyraz ciekawe role, którymi…tia, znów gdzieś podążam a miało być zdaje się o muzyce. Powyższe produkcje łączy również postać Tito Larrivy i produkowanych przez jego band dźwięków. Każdy słyszał „After Dark”, a przynajmniej powinien. Tak samo też każdy powinien zobaczyć wykonanie tego kawałka w „Od zmierzchu…”. No szkoda, że na koncercie nie było tego typu atrakcji.
Skoro już dotarliśmy do koncertu. 2 godziny dobrego rocka i solidnego gitarowania w mexykańskich klimatach. Nie zabrakło takich pozycji jak „Angry Cockroaches”, „Back To The House”, „Strange Face of Love” czy przytoczony już, obowiązkowy zresztą – „After Dark”, na którym Tito wciągnął na scenę pokaźną ilość osób, napił się piwa i pośpiewał z fanami…oryginalne zagranie.
Na bis publiczność dostała…ciastko od Alfreda. Jednak po paru chwilach wyszedł Tito i zaserwował z ekipą m.in. cover Los Lobos w postaci La Bamby.
Była energia, bez wątpienia. Było dobre, żywe granie. Krótko mówiąc, udany wieczór.
Mnie pozostaje pokazać teraz garstkę zdjęć złapanych w tych mało przychylnych pseudoświetlnych warunkach. Zapraszam.











