wtorek, 5 Lipiec, 2011
Ostatnio zdecydowana przewaga zdjęć nad tekstami. Dziś nie będzie inaczej.
Powtórna wizyta Zakka i spółki po wyprzedanym marcowym koncercie. Krakowskie Studio również do pustych nie należało. Mało tego. Dla wielu osób, z którymi rozmawiałem było to rówwnież drugie spotkanie z Zakkiem w tym roku. Wszyscy mówili, że krakowski koncert wypadł lepiej. Mnie zaczęło zastanawiać – jak słabo musiało być w Warszawie.
Inaczej niż ostatnio została przeprowadzona rozgrzewka. Tym razem padło na Archer. Muzyczne trio, odrobinę wtórne ale z potężnym potencjałem. Brzmieli trochę jak Skid Row w swoich najlepszych latach, wokalnie również. A Zakk? Pierwsze co odebrało mi przyjemność słuchania to fatalne nagłośnienie. Wszystko za głośno, wokalu nie słychać, gitary zlane w rozmiękczoną papkę…o co chodzi? Przyjęcie było rewelacyjne czyli pozostaje wnosić, że muzycznie dla fanów Black Label Society było odpowiednio. Mnie jednak nie porwało. Na przydługiej solówce wyszedłem się drzemnąć. Zdecydowanie najgorsza część wieczoru co można było również zauważyć po coraz liczniej opuszczającuych główną salę kibicach. Fakt, że temperatura dawała się we znaki a chłodny napój uzupełniał wszelkie niedostatki wieczoru.
Zagrali i poszli. Dokładnie tak utkwił mi w pamięci ten kocert.













Fotografia koncertowa | concert & music photography zapraszam.
poniedziałek, 6 Grudzień, 2010
Chłodny piątkowy wieczór, Kraków – Studio. Przed klubem osób zdecyowanie więcej niż się spodziewałem a sala już w tym momencie nasycona fanami bardziej niż na niejednym wcześniejszym koncercie. Znaczy lubią Tarję.
Jednak zanim władczyni operowego sopranu wyszła na scenę czekały na nas dwa supporty.
Na pierwszy rzut – At The Lake – Polska kapela pławiąca się w symfonicznym metalu z domieszką leśnej ściółki.
Nie trwało to długo ale było nad wyraz energiczne, choć smyczkowy przydługi wstęp wcale nie zapowiadał takiego obrotu sprawy.
Następnie na scenie pojawiła się francuska formacja o intrygującej nazwie – Markize. I już wiedziałem o czym była mowa wśród znajomych po wcześniejszym koncercie w Warszawie. Zdecydowanie oryginalny strój wokalistki i ubarwiony przedziwnymi elementami show. Tu kwiatki, tam klatka z ptaszkiem…może nie do końca dane mi było zrozumieć o co tak w zasadzie chodzi, ale przyznać trzeba, że ten niezbyt długi występ, solidnie rozgrzał wypełnione po brzegi Studio. A może to była radość z końca dobiegających naszych uszu fałszy? W każdym razie na pewno wszyscy cieszyli się, że już za kilka chwil zobaczą tą na którą przyszli.
Dłuższa przerwa na oczyszczenie sceny i przygotowanie terenu dla headlinerki z niebylejaką ekipą. Tarję w wydaniu symfonicznym miałem okazję oglądać w tym roku na Masters of Rock. Tym razem trasa promocyjna nowej płyty zagrana była z takimi ludźmi jak np. Max Lilja z Apocalyptica oraz nieodłączym, niezastąpionym i totalnie zwariowanym pałkerem – Mikiem Terraną.
Przydługie intro powodowało u wszystkch apogeum zniecierpliwienia ale w końcu nadszedł ten moment – w długiej czarnej szacie pojawiła się królowa symfonicznego metalu. Spokojnie na zewnątrz jednak wydobywając z gardła typowe dla siebie, niesamowicie czyste dźwięki. Od początku zjednała sobie publiczność. Przy takim kontakcie nie można pozostać obojętnym. Przy takim głosie również. I Feel Immortal był pierwszym punktem całkowitego wrzenia na sali a kolejne utwory wykonane z doskonałością i finezją potwierdzały formę i kunszt wokalistki dzięki której Nightwish stał się Nightwishem. Ciekawostką w konfrontacji na żywo był Mike Terrana uderzający w swój zestaw z takim zaangażowaniem, jakby nie chciał by dotrwal on nawet do połowy koncertu. Jednak kto Mike’a zna ten wie, że to absolutnie normalne. W trakcie występu znalazło się również kilka minut na jego solowy show podczas którego usłyszeliśmy m.in. partie grane do podkładu Wilhelma Tella. Kontrast pomiędzy tą dziką postacią i delikatną, kobiecą Tarją to jedna z tych rzeczy, których nie sposób doświadczyć słuchając płyty.
Po tym wszystkim dla uspokojenia atmosfery dostaliśmy akustyczny set a zaraz po nim coś co od początku brzmiało znajomo – Heaven Is A Place On Earth Belindy C. w miksie z Livin On A Prayer Bon Jovi. Gdy przyszedł czas na bisy Tarja zmieniła kolor na biel. Lekka i zwiewna kreacja towarzyszyła jej już do końca podczas nightwishowego Stargazers, Until My Last Breath oraz kończącego spektakl Die Alive.
Wniosek po takim wydarzeniu może być tylko jeden – potrafi się dziewczyna wydrzeć. W zasadzie to jeszcze jeden można oprzeć na jej powierzchowności – piękną kobietą jest zdecydowanie. A jak machnie piórami…










…i jedna całkiem przyjemna klatka z Masters of Rock, o którym jeszcze tutaj będzie

Fotografia koncertowa | concert & music photography zapraszam.
niedziela, 5 Grudzień, 2010
Dwie rzeczy można było usłyszeć po koncercie. Pełne zadowolenia potwierdzenia wokalnej formy Blackiego oraz pełne irytacji okreslenia sugerujące niedużą rozpiętość czasową koncertu. Podpisuję się pod tym wszystkimi kończynami. Setlista była potężna…i krótka. 10 kawałków i ledwo ponad godzina grania?
No bez jaj panowie…
Biorąc pod uwagę warunki w jakich przyszło jechać na koncert było to tym bardziej niepoważne zagranie. Set wręcz festiwalowy, który jednak jest grany na każdym przystanku obecnej trasy.
Warto jednak było to zobaczyć, a raczej usłyszeć gdyż wizualnie frontman prezentuje formę przeciwnie proporcjonalną do wokalnej. Wild Child , I Wanna Be Somebody, Heaven’s Hung in Black czy Blind In Texas zaserwowany na koniec to numery przy których publiczność wrzała. Przez drugie pół setu wcale jednak nie było dużo spokojniej. Może faktycznie dobrym wyjściem byłoby jeździć tylko po festiwalach? Skoro Blackie tak źle sobie radzi ze spadkiem popularności, a forma nie pozwala na granie dłużej niż godzinę…
Nie było ani słowa o supporcie w postaci brazylisjkiego Shadowside co ninejszym nadrabiam. Starczy.
Mimo wszystko – poproszę więcej takich imprez! Jakieś wiaderko dobrego hard/glamu z lat 80/90. Zatrujmy się Poisonem, wywieśmy na drzwi ostrzeżenie – Danger Danger! Mógłby przyjechać Ładny Chłopak Floyd i kilka równie Pretty Maids. Głuche Kociaki wyrwą LwieSerce a wszytko to pożre finalnie jakiś Biały Wąż. Myślę, że wpadnie na taką imprezę nawet z 200 osób…
…tak to była ironia. Whitesnake zapchał 2 lata temu Stodołę, więc myślę, że taka idea ma prawo wypalić z potężnym hukiem. Uprzedzając pytania – nie, bez przetworów, które zaserwowano nam przed letnim prądowym porażeniem na Bemowie. Dlaczego z tym wyskoczyłem? A dlaczego wyskoczono z tym przed ACDC?
To ja może zaproszę na kilka zdjęć bo coś ironicznie mi idzie…
![4.XII.2010 | WASP, Krakow | fot. Adam Jedrysik / jedrysik.com [+48 519 198 523]](http://blog.jedrysik.com/wp-content/uploads/MG_1202.jpg)
![4.XII.2010 | WASP, Krakow | fot. Adam Jedrysik / jedrysik.com [+48 519 198 523]](http://blog.jedrysik.com/wp-content/uploads/MG_2793.jpg)
![4.XII.2010 | WASP, Krakow | fot. Adam Jedrysik / jedrysik.com [+48 519 198 523]](http://blog.jedrysik.com/wp-content/uploads/MG_2792.jpg)
![4.XII.2010 | WASP, Krakow | fot. Adam Jedrysik / jedrysik.com [+48 519 198 523]](http://blog.jedrysik.com/wp-content/uploads/MG_1263.jpg)
![4.XII.2010 | WASP, Krakow | fot. Adam Jedrysik / jedrysik.com [+48 519 198 523]](http://blog.jedrysik.com/wp-content/uploads/MG_2829.jpg)
![4.XII.2010 | WASP, Krakow | fot. Adam Jedrysik / jedrysik.com [+48 519 198 523]](http://blog.jedrysik.com/wp-content/uploads/MG_2842.jpg)
![4.XII.2010 | WASP, Krakow | fot. Adam Jedrysik / jedrysik.com [+48 519 198 523]](http://blog.jedrysik.com/wp-content/uploads/MG_2835.jpg)
![4.XII.2010 | WASP, Krakow | fot. Adam Jedrysik / jedrysik.com [+48 519 198 523]](http://blog.jedrysik.com/wp-content/uploads/MG_2813.jpg)
![4.XII.2010 | WASP, Krakow | fot. Adam Jedrysik / jedrysik.com [+48 519 198 523]](http://blog.jedrysik.com/wp-content/uploads/MG_2805.jpg)
Fotografia koncertowa | concert & music photography zapraszam.
