rozkręcony Śląsk…czyli Śrubki w Centrum Kultury Katowice

piątek, 22 Lipiec, 2011

Z szuflady muzycznych fotografii sięgnąłem dziś po materiał z koncertu projektu Śrubki, który odbył się 18.II.2011 w Katowicach.
Czym, a raczej kim są Śrubki? Pod kierownictwem Michała Jurkiewicza udzielają się tam takie nazwiska jak Jacek Królik, Leszek Szczerba, Zbigniew Wodecki, Dorota Miśkiewicz, Kuba Badach czy Grzegorz Turnau. Tego jak się udzielają polecam posłuchać, warto.
Za zaproszenie bardzo dziękuję odpowiedzialnemu za klawiszowe dźwięki Kamilowi Barańskiemu i tradycyjnie już zapraszam na garść fotografii.

Fotografia koncertowa | concert & music photography zapraszam.

little piece of something…czyli Genesis Klassik w Gliwicach

niedziela, 12 Czerwiec, 2011

Zgodnie z tytułem…little piece of something.
Tekstu dziś równie dużo jak przybyłej na koncert publiczności.
Zadziwiające, że w tak piękny wieczór, w dobrej lokalizacji, na darmowy koncer Raya i ekipy przychodzi garstka ludzi. Kilka miesięcy wcześniej zabrzański DMiT wypełnił się po brzegi przy cenach biletów na poziomie 150zł and more.
A jak było? Rayowo. 2 godziny świetnego grania. Mimo niezbyt wielu przybyłych na plac boju, zespół dał świetny koncert.
Zapraszam na kilka fotografii z tego eventu…

Fotografia koncertowa | concert & music photography zapraszam.

bjuti end de bist, czyli Tarja Turunen w Krakowie

poniedziałek, 6 Grudzień, 2010

Chłodny piątkowy wieczór, Kraków – Studio. Przed klubem osób zdecyowanie więcej niż się spodziewałem a sala już w tym momencie nasycona fanami bardziej niż na niejednym wcześniejszym koncercie. Znaczy lubią Tarję.

Jednak zanim władczyni operowego sopranu wyszła na scenę czekały na nas dwa supporty.
Na pierwszy rzut – At The Lake – Polska kapela pławiąca się w symfonicznym metalu z domieszką leśnej ściółki.
Nie trwało to długo ale było nad wyraz energiczne, choć smyczkowy przydługi wstęp wcale nie zapowiadał takiego obrotu sprawy.
Następnie na scenie pojawiła się francuska formacja o intrygującej nazwie – Markize. I już wiedziałem o czym była mowa wśród znajomych po wcześniejszym koncercie w Warszawie. Zdecydowanie oryginalny strój wokalistki i ubarwiony przedziwnymi elementami show. Tu kwiatki, tam klatka z ptaszkiem…może nie do końca dane mi było zrozumieć o co tak w zasadzie chodzi, ale przyznać trzeba, że ten niezbyt długi występ, solidnie rozgrzał wypełnione po brzegi Studio. A może to była radość z końca dobiegających naszych uszu fałszy? W każdym razie na pewno wszyscy cieszyli się, że już za kilka chwil zobaczą tą na którą przyszli.

Dłuższa przerwa na oczyszczenie sceny i przygotowanie terenu dla headlinerki z niebylejaką ekipą. Tarję w wydaniu symfonicznym miałem okazję oglądać w tym roku na Masters of Rock. Tym razem trasa promocyjna nowej płyty zagrana była z takimi ludźmi jak np. Max Lilja z Apocalyptica oraz nieodłączym, niezastąpionym i totalnie zwariowanym pałkerem – Mikiem Terraną.
Przydługie intro powodowało u wszystkch apogeum zniecierpliwienia ale w końcu nadszedł ten moment – w długiej czarnej szacie pojawiła się królowa symfonicznego metalu. Spokojnie na zewnątrz jednak wydobywając z gardła typowe dla siebie, niesamowicie czyste dźwięki. Od początku zjednała sobie publiczność. Przy takim kontakcie nie można pozostać obojętnym. Przy takim głosie również. I Feel Immortal był pierwszym punktem całkowitego wrzenia na sali a kolejne utwory wykonane z doskonałością i finezją potwierdzały formę i kunszt wokalistki dzięki której Nightwish stał się Nightwishem. Ciekawostką w konfrontacji na żywo był Mike Terrana uderzający w swój zestaw z takim zaangażowaniem, jakby nie chciał by dotrwal on nawet do połowy koncertu. Jednak kto Mike’a zna ten wie, że to absolutnie normalne. W trakcie występu znalazło się również kilka minut na jego solowy show podczas którego usłyszeliśmy m.in. partie grane do podkładu Wilhelma Tella. Kontrast pomiędzy tą dziką postacią i delikatną, kobiecą Tarją to jedna z tych rzeczy, których nie sposób doświadczyć słuchając płyty.
Po tym wszystkim dla uspokojenia atmosfery dostaliśmy akustyczny set a zaraz po nim coś co od początku brzmiało znajomo – Heaven Is A Place On Earth Belindy C. w miksie z Livin On A Prayer Bon Jovi. Gdy przyszedł czas na bisy Tarja zmieniła kolor na biel. Lekka i zwiewna kreacja towarzyszyła jej już do końca podczas nightwishowego Stargazers, Until My Last Breath oraz kończącego spektakl Die Alive.

Wniosek po takim wydarzeniu może być tylko jeden – potrafi się dziewczyna wydrzeć. W zasadzie to jeszcze jeden można oprzeć na jej powierzchowności – piękną kobietą jest zdecydowanie. A jak machnie piórami…


…i jedna całkiem przyjemna klatka z Masters of Rock, o którym jeszcze tutaj będzie

Fotografia koncertowa | concert & music photography zapraszam.

pagetop

  • .subskrybuj

  • .kontakt

  • .kategorie

  • .archiwum

  • .ostatnio dodane

  • .tagi

  • .komentarze