wulewu deżawu, czyli Jean Michel Jarre we Wrocławiu
Taki właśnie fonetyczny, odrobine odgięty ze sfery poprawności tytuł pojawił się w mojej głowie podczas dzisiejszej podróży do Wrocławia. Kolejny raz na JMJ…kolejny raz w tym roku. Kolejny raz mało brakło żeby w ogóle nie dotrzeć do Hali Stulecia. W zasadzie to drugi raz. Z czego raz faktycznie nie dotarłem na czas… Tym razem jednak się udało…rzutem na taśmę.
O 20:15 światła na sali zgasły i jak to zwykle bywa Jean pojawił się wysoko wśród publiczności by przejść prowadzony światłem jupiterów wprost na scenę i przy okazji przywitać się z fanami. Po krótkim przywitaniu wystartowała maszyna napędzana elektronicznymi dźwiękami i nie zatrzymała się przez blisko dwie godziny. Zgromadzonym nie zabrakło oczywiście tlenu…II i IV, Rendez Vous IV czy Equinoxe IV. Mieliśmy okazję posłuchać bardzo długiej improwizacji tworzonej na wielu z dostępnych urządzeń, zaznajomić się z filozofią i przesłaniami, które towarzyszą Jeanowi w tworzeniu swoich kompozycji i oddać się w pełni wrażeniom wizualnym. Z jednej strony analogowa surowość połączona z laserami, z drugiej jednak pełna spójność z muzyką. Był też smaczek – laserowa harfa na której odegrany został m.in. Rendez Vous II.
Jak zwykle arcyprofesjonalne wykonanie całości, jak zwykle ciekawe i jak zwykle ukazujące wielką radość i energię z tworzenia. Jak zwykle również zapraszam na garstkę zdjęć…a dziś w Rzeszowie życzę równie udanej zabawy.








Fotografia koncertowa | concert & music photography zapraszam.































