niedziela, 24 Październik, 2010
Na początku października miała miejsce premiera nowej płyty Joe Satrianiego „Black Swans and Wormhole Wizards”. Dobry materiał i zapewne dobra trasa.
Joe podczas wizyty w Europie zagra m.in. w Pradze, Wiedniu i Budapeszcie i właśnie do tych miast, Polacy będą mieli najbliżej, aby muzyka zobaczyć na żywo. Na koncertach poza nowymi kompozycjami nie zabraknie zapewne sztandarowych kompozycji takich jak „Always with me…” czy „Summer Song”.
Osatnie wizyty Joe w Polsce miały miejsce w 2004 roku podczas trasy G3, na której występował z nim Steve Vai oraz Robert Fripp oraz w 2006 kiedy zagrał na wrocławskim festiwalu NonStop.
Terminy koncertów:
25.X Paryż, Francja
26.X Paryż, Francja
27.X Lille, Francja
28.X Luxemburg, Luxemburg
29.X Amsterdam, Holandia
30.X Bruksela, Belgia
1.XI Tilburg, Holandia
2.XI Kolonia, Niemcy
3.XI Praga, Czechy
5.XI Saint Petersburg, Rosja
6.XI Moskwa, Rosja
8.XI Budapeszt, Węgry
9.XI Wiedeń, Austria
10.XI Ljubljana, Słowenia
11.XI Mediolan, Włochy
12.XI Padova, Włochy
14.XI Rzym, Włochy
16.XI Lyon, Francja
17.XI Barcelona, Hiszpania
18.XI Madryd, Hiszpania
20.XI Bilbao, Hiszpania
21.XI Porto, Portugalia
22.XI Lizbona, Portugalia
środa, 20 Październik, 2010
Z całkowitą stanowczością mogę powiedzieć, że uroda Vanessy odzwierciedla jej smyczkowe umiejętności. I jeśli trzymać się dalej tych zależności, z podobną stanowczością stwierdzam, że akustyk działający na tym koncercie musi żyć z urodą bardziej ekstremalną niż sam Quasimodo. Jako drugą opcję rozważam też fakt, iż może był to niesłyszący brat niewidomego oświetleniowca z koncertu Dimmu Borgir. Nieważne kto…brzmiało nienajlepiej.
Wszystko z tyłu, bez kopnięcia, bez basu i absolutnie zbyt płasko. Dlaczego się przyczepiłem? Szkoda było tracić to co działo się w tle kiedy Pani Mae tworzyła kolejną lawinę dźwięków swoim smyczkiem…
Pierwszy z dwóch setów trwających 45 minut zaczął się dość spokojnie. Kolejne pozycje z ostatniego studyjnego wydawnictwa Choreography m.in. Roxane’s Veil czy Emerald Tiger tworzyły spokojną atmosferę. Po takim wstępie przyszedł czas na zmianę instrumentu z akustycznych Guadagnini na równie rozpoznawalne w rękach artystki białe, elektryczne Jazz Fusion. Niestety tak jak się spodziewałem – na tak płaskim tle nawet Laughing Buddha, Contradanza czy Hocus Pocus wypadły nad zwyczaj nieenergicznie. Szkoda strasznie, pisałem to już, prawda?
Po zaplanowanej dwudziestominutowej przerwie skład ponownie wyszedł na scenę. Skład, właśnie. Dwóch perkusjonistów i bas tworzący często bardzo ciekawą sekcję rozpływali się po sali przemykając między zgromadzonymi jak chłodny powiew w upalny letni dzień. Czuć było czasem ich obecność, ale ciężko było jej doświadczyć na dłużej i zatrzymać. Dęciak, klawisze i gitara również zlewali się z tłem budowanym z zestawu kilku smyczków siedzących na samym końcu sceny. No jak tak można?
Może zasnął ten gość od suwaczków przeróżnych…
Po przerwie zrobiło się Choreographicznie oraz bardziej klasycznie od pierwszej części, a to za sprawą m.in. Bach Street Preludem czy Sabre Dance.Na koniec wpadła Toccata oraz długie brawa po których rozbrzmiał utwór stworzony przez jegomościa o nazwisku Vivaldi…oczywiście – Storm.
Zabrakło mi takich numerów jak Classical Gas czy Red Hot. Bardzo lubię Violin Player, i przyznać muszę, że czekałem na te pozycje.
Narzekam? Kiedyś można, trzeba wręcz.
Podsumowując – dało się tego słuchać, ale było to podane jak szampan w kartonikowym kubku. Z chęcią wybiorę się jeszcze raz przy najbliższej możliwej okazji i doświadczę tych dźwięków w smukłym kieliszku Riedla ;)
P.S. Obecnie z głośnika sączy się Contradanza i potwierdza, że dźwięk był zupełnie pozbawiony cohones…ale chyba coś o tym wspomniałem na początku.



Fotografia koncertowa | concert & music photography zapraszam.
niedziela, 7 Luty, 2010
Zlin – miejsce sąsiadujące z Vizovicami – miastem rokrocznie odwiedzanym przez festiwal Masters of Rock (w 2010 będzie to 15-18.VII). Miejsce, w którym tuż obok centrum handlowego znajduje się należący do Pragokoncert klub o jednoznacznie brzmiącej nazwie – Masters of Rock cafe.
5 lutego na tutejszej scenie stanęły grupy Memoria i Dying Passion’ supportując występ Europe, na który z przeznaczonych 900 biletów wyprzedały się wszystkie.
O supportach wspomnieć można tyle, że były, zagrały i przygotowały publiczność na gwiazdę wieczoru. O organizacji zaś, że była fantastyczna, wszystko według planu, szybkie zmiany zespołów i sprzętu i tak aż do godziny 22 kiedy na scenę weszli Szwedzi.
Światła zgasły a z głośników dobiegły znane już dźwięki otwierające ostatnią, świetną swoją drogą płytę ? Last Look at Eden. Tytułowy utwór nakreśla drogę jaką zespół postanowił podążyć. Cięższe rockowe brzmienia, odrobina progresji i jak zawsze melodyjny wokal Joego Tempesta ? powalająca mieszanka. A co się działo na scenie? Joey kręcił statywem, podrzucał mikrofonem, tańczył…słowem, a w zasadzie dwoma ? wulkan energii. Reszta grupy spokojniej z racji obsługiwanych instrumentów, acz budowali na nich ścianę dźwięku, która przekształciła się w kolejny utówr – ?Love is Not The Enemy? zaraz potem miażdżąc zgromadzonych jednym z hitów – ?Superstitious?. To był pierwszy moment kiedy na balkonie udostępnionym dla prasy zrobiło się wyraźnie cieplej. Po tym secie Joey przywitał się ze zgromadzonymi…bardzo jestem wdzięczny za ten krok, przynajmniej udało się wyrównać temperaturę na sali. Zaraz po tym gdy dowiedzieliśmy się, że tak naprawdę ma 20 lat publika otrzymała mocny duet, kolejny numer z ostatniej płyty – ?Gonna Get Ready? oraz przedstawiciela ?Wings of Tommorow? – ?Scream of Anger?.
Po nich, trochę spokojniejsze ?No Stone Unturned? ze świetnymi solówkami Michaelliego i Noruma. Przed balladową częścią występu usłyszeliśmy jeszcze ?Let TheGood Times Rock? po którym Joey dobył gitary akustycznej i wraz z publicznością odśpiewał ?Carrie? oraz ?Open Your Heart?. Zamiast ?Carrie? nastawiałem się na ?Prisoner in Paradise?, który figurował w setlistach z poprzednich koncertów, szkoda…
Następny był ?Stormwind? po czym Joey zszedł ze sceny by John Norum mógł wykonać tytułowy utwór ze swojej solowej płyty ?Optimus?. Tak dotarliśmy kawałek za połowę występu. Kiedy? Nie mam pojęcia. ?Seventh Sign? oraz pod każdym względem niesamowita ballada z ostatniej płyty ?New Love in Town? to kolejne utwory, na których Joey zamiast biegać ze statywem przygrywał akustyczne nuty. Od tej pory jednak temperatura pod sufitem zaczęła rosnąć za sprawą kolejno odgrywanych ?Start from the Dark?, ?Cherokee? i ?Rock the Night?. Na tym ostatnim Joey standardowo pobawił się z publicznością po czym grupa zeszła ze sceny. Wiadomo jednak, że na tym nie mogło się skonczyć. Publiczność zgromadzona w Zlinie dostała na dobranoc mocną nutę z ostatniej płyty – ?The Beast?, oraz mało znany utwór, na którym zaskoczona publiczność nawet nie drgnęła – ?The Final Countdown?, chyba tak brzmi tytuł tej zupełnie nieudanej i nie wpadającej w ucho produkcji.
Podsumowując ? świetne miejsce, świetny koncert, świetne nagłośnienie. Widać, że po wydaniu rewelacyjnej płyty chłopaki, a raczej Panowie są w rewelacyjnej formie. Był to przedostatni koncert z pierwszej części ogrywanej niemal codziennie trasy. Jeden z trzech wyprzedanych zaraz po Holandii (Amsterdam) i Francji (Paryż).
Ostatnia na liście jest Praga później chwila odpoczynku, podbój Wysp Brytyjskich i następnie Japonia oraz Tajwan. Nam pozostaje poczekać na występ 19 czerwca podczas warszawskich wianków.
Pragokoncert prężnie działa u naszych południowych sąsiadów, z zespołów których koncerty organizują, a które nie odwiedzą naszego kraju polecam śmiało:
Rage ? 5.III (Zlin); 6.III (Praga)
Gamma Ray ? 20.III (Praga)
Axxis ? 1.IV (Praga); 2.IV (Zlin)
Dark Funeral ? 4.IV (Zlin)
Masters of Rock ? 15-18.VII (Vizovice)















Fotografia koncertowa zapraszam.
