800:6, czyli Sabaton w Katowicach

czwartek, 11 Listopad, 2010

sabaton katowice, jedrysik.comsabaton katowice, jedrysik.comsabaton katowice, jedrysik.comsabaton katowice, jedrysik.comsabaton katowice, jedrysik.comsabaton katowice, jedrysik.comsabaton katowice, jedrysik.comsabaton katowice, jedrysik.com

Fotografia koncertowa | concert & music photography zapraszam.

•——• ••— •—• •——• •—•• •, czyli Deep Purple Morsem w Katowicach

niedziela, 31 Październik, 2010

Parafrazując stare chińskie powiedzenie „człowiek człowiekowi wilkiem, a kiwi kiwi kiwi” można by je zakończyć „…a Deep Purple Morsem” – tylko po co. Poza tym już w tytule użyłem podobnej składni więc nie ma sensu się powtarzać. Jedziemy!

Zaczęło się od SBB, które ku mojemu zdziwieniu wyszło o kilka dobrych minut wcześniej niż planowano. Większe zdziwienie wywołał u mnie jednak obraz wypełnionego po brzegi Spodka, dawno tego nie było. Dlaczego zdziwienie? Ano dlatego, że purpurowi grają u nas dość często a podczas obecnej trasy zaliczają trzy wizyty na południu Polski – Rzeszów, Katowice i Wrocław. No nieźle.

Wracając jednak do Pana Skrzeka, Anthimosa i Nemetha. 45 minut zróżnicowanej muzyki rozgrzewało fanów na przybycie Deepów. Było spokojnie, było bluesowo, było progresywnie, w skrócie – było dobre SBB.

A gdy Gillan i spółka wkroczyli na deski…
Z tego co można opisać, było wszystko. No, prawie.
Jednak w tej sferze, którą ciężko ubrać w słowa…pochodna klimatu czy energii – nieważne jak to nazwać, bo i niewiele do nazwania niestety zostało. Au, brutalne.

Why so serious? Nie wiem w zasadzie. Siedzi sobie człowiek, patrzy, słucha…a para z komina wciąz bucha. Hmm, chyba coś nie gra…o właśnie – coś nie gra, mimo, że wszyscy grają. No, poza Gillanem, który to z reguły śpiewa. Gardło jednak już zdecydowanie nie to, słychać to dość często niestety. Jednak nie można ekipie zarzucić zdziadziałości – na scenie się dzieje, Glover z Morsem przemieszczają się często i cieszą się graniem – to widać. Paice i Airey z racji pełnionych funkcji przemieszczać się nie mogą, ale nie widać, żeby specjalnie się nudzili także wszystko w porządku.
I mimo tych wszystkich superlatyw narzekam? Wspomniałem wcześniej, że to nieopisywalna sfera zdarzeń.

Wyłuskajmy zatem pozytywy, wyjdzie jeszcze, że malkontent ze mnie jak na rasowego Polaka przystało.
Trylogia w okładce Pana Steva - Contact Lost, When a Blindman Cries i The Well Dressed Guitar. Od razu słychać kto odpowiada za który numer. I o ile nie wyobrażam sobie nikogo innego na początku i końcu wspomnianej trylogii – tak w solówce po magicznym „If You’re leavin’…close the door…I’m not expecting people…anymore…” nie wyobrażam sobie czegoś tak odległego od fraz Blackmore’a. Ale cóż, to zdecydowanie różni rozgrywający nie ma co roztrząsać.

Ciekawe było również solo Aireya. Wstęp do Perfect Strangers poprzedzony klasycznymi tematami oraz Mazurkiem Dąbrowskiego za które Don otrzymał potężne brawa rozpoczął żelazną i obowiązkową część koncertu. Perfect Strangers weszło tak jak nakazuje pierwsza część tytułu. Space Truckin’ i Smoke On The Water może odrobinę mniej, ale żeby ktokolwiek ziewał to raczej nie sądzę. Po krótkiej przerwie, w tzw. bisach usłyszeliśmy jeszcze żywe Hush i kończące występ Black Night.

No i tak. Miała być eksplozja…a był poprostu koncert Deep Purple. Szkoda, że nie miałem okazji oglądać ich trochę wcześniej podczas jednego z 48 występów w naszym kraju. Jednak cieszę się, że mogłem doświadczyć tej legendy na żywo.
Tymczasem zapraszam na doświadczenie kilku zdjęć z tego koncertu:

deep purple katowice jedrysik.comdeep purple katowice jedrysik.comdeep purple katowice jedrysik.comdeep purple katowice jedrysik.comdeep purple katowice jedrysik.comdeep purple katowice jedrysik.comdeep purple katowice jedrysik.comdeep purple katowice jedrysik.comdeep purple katowice jedrysik.comdeep purple katowice jedrysik.comdeep purple katowice jedrysik.comdeep purple katowice jedrysik.comdeep purple katowice jedrysik.comdeep purple katowice jedrysik.comdeep purple katowice jedrysik.comdeep purple katowice jedrysik.comdeep purple katowice jedrysik.comdeep purple katowice jedrysik.com

Fotografia koncertowa | concert & music photography zapraszam.

krakowski fast food, czyli Sahg Enslaved i Dimmu Borgir w Kwadracie

poniedziałek, 11 Październik, 2010

Veni, Vidi…no i właśnie. Ale może zacznijmy od początku (swoją drogą cóż za piękny wstęp).

Supporty. Sahg mimo braku oświetlenia i kompresji na scenie jak to przystało na pierwszy występ do tego w wypełniającej się dopiero sali dał jak się miało
niedługo okazać najlepszy występ tego wieczoru. Troszkę subiektywna opinia, ok.
Dobre, norweskie hard/stoner rockowe granie z solidną gitarą. Nie był to długi set, ale ludzie którzy już w tym momencie byli zgromadzeni zwiastowali dobrą frekwencję…a kolejka przed szatnią była jeszcze całkiem spora.
Po wszystkim, krótka wymiana zdań z oczekującymi na kolejną pozycję lineupu – Enslaved. Wielu nie znało Sahg i każdy z zagadniętych wyrażał opinie pozytywną…coś to znaczy.

No ale lećmy dalej – czas na Enslaved. Nie moje klimaty, nie ukrywam. Wokaliści z urazem krtani nie leżą zdecydowanie w kręgu kapel, których brzmienie towarzyszy mi przy porannej miseczce płatków kukurydzianych.
Ale chwilę, ta gitara… No i tutaj muszę przyznać, że zaczęło się robić bardzo ciekawie. To wszystko za sprawą Arve Isdala, szarpiącego struny nieopodal Herbranda Larsena – klawiszowca i drugiego wokalisty. Dobry, zywy występ. Sounds good, czyli mówiąc po naszemu – dźwiękowiec nie zawalił sprawy.
Tu i tam dało się słyszeć typowe dla polskiego słownika epitety świadczące o zadowoleniu z zakończonego koncertu…oraz teorie jakoby to właśnie Enslaved zasługiwało na bycie headlinerem tego wieczoru.

Na takie zmiany jednak było za późno, na scenie powstawał mistyczny świat
pełen czaszek i podestów. Tak, podesty to zdecydowanie mistyczne elementy…
Za kilka chwil zdarzyło się jednak coś, czego świadkiem jeszcze nie byłem. Nie sądziłem, że można położyć sztukę oświetleniem – tym razem się udało. Być może to moje fotograficzne skrzywienie, ale udało się słyszeć podobne opinie przelewające
się przez tłum. Dźwiękowo również nie było najlepiej.
A sam koncert? Może faktycznie Enslaved powinno grać dłużej? Poza powitaniem przez Daraya (choć było to sporo po połowie koncertu) nie było zbyt wiele kontaktu z publicznością. Utwory zagrane z mniejszą lub większą mocą, 10 w głównym secie + 5 bisów…i do domu. I znów dodam – są to moje wrażenia podparte zapałkami ze słów zgromadzonych, zdecydowanie głębiej siedzących w tej stylistyce fanów. W zasadzie to miałem wrażenie jakby przynajmniej 1/3 czekała na Mourning Palace…tylko.

Lubię jeździć na koncerty grup, których nie znam dobrze lub też wcale. W tym przypadku objawieniem był Sahg, którego to przewrotnie nie mam ani pół zdjęcia. Zapraszam jednak na kilka klatek Enslaved i Dimmu Borgir:


Fotografia koncertowa | concert & music photography zapraszam.

pagetop

  • .subskrybuj

  • .kontakt

  • .kategorie

  • .archiwum

  • .ostatnio dodane

  • .tagi

  • .komentarze