little piece of something…czyli Genesis Klassik w Gliwicach

niedziela, 12 Czerwiec, 2011

Zgodnie z tytułem…little piece of something.
Tekstu dziś równie dużo jak przybyłej na koncert publiczności.
Zadziwiające, że w tak piękny wieczór, w dobrej lokalizacji, na darmowy koncer Raya i ekipy przychodzi garstka ludzi. Kilka miesięcy wcześniej zabrzański DMiT wypełnił się po brzegi przy cenach biletów na poziomie 150zł and more.
A jak było? Rayowo. 2 godziny świetnego grania. Mimo niezbyt wielu przybyłych na plac boju, zespół dał świetny koncert.
Zapraszam na kilka fotografii z tego eventu…

Fotografia koncertowa | concert & music photography zapraszam.

girl with the pearl’s…voice, czyli Arch Enemy niszczy Katowice

czwartek, 2 Czerwiec, 2011

Solidnym dmuchnięciem po raz kolejny usuwam kurz ze stron bloga.
Dziś raczej więcej zdjęć niż tekstu, na ten zaproszę jak już będę wiedział co i jak ;)
We Will Rise w każdym razie!
Pozdrawiam również przy okazji Pana Oświetleniowca dzięki któremu praca to czysta przyjemność i kanwa do tworzenia nowych określeń definiujących stan zadowlenia.
Tymczasem zapraszam na efekt naszej współpracy:

Fotografia koncertowa | concert & music photography zapraszam.

bjuti end de bist, czyli Tarja Turunen w Krakowie

poniedziałek, 6 Grudzień, 2010

Chłodny piątkowy wieczór, Kraków – Studio. Przed klubem osób zdecyowanie więcej niż się spodziewałem a sala już w tym momencie nasycona fanami bardziej niż na niejednym wcześniejszym koncercie. Znaczy lubią Tarję.

Jednak zanim władczyni operowego sopranu wyszła na scenę czekały na nas dwa supporty.
Na pierwszy rzut – At The Lake – Polska kapela pławiąca się w symfonicznym metalu z domieszką leśnej ściółki.
Nie trwało to długo ale było nad wyraz energiczne, choć smyczkowy przydługi wstęp wcale nie zapowiadał takiego obrotu sprawy.
Następnie na scenie pojawiła się francuska formacja o intrygującej nazwie – Markize. I już wiedziałem o czym była mowa wśród znajomych po wcześniejszym koncercie w Warszawie. Zdecydowanie oryginalny strój wokalistki i ubarwiony przedziwnymi elementami show. Tu kwiatki, tam klatka z ptaszkiem…może nie do końca dane mi było zrozumieć o co tak w zasadzie chodzi, ale przyznać trzeba, że ten niezbyt długi występ, solidnie rozgrzał wypełnione po brzegi Studio. A może to była radość z końca dobiegających naszych uszu fałszy? W każdym razie na pewno wszyscy cieszyli się, że już za kilka chwil zobaczą tą na którą przyszli.

Dłuższa przerwa na oczyszczenie sceny i przygotowanie terenu dla headlinerki z niebylejaką ekipą. Tarję w wydaniu symfonicznym miałem okazję oglądać w tym roku na Masters of Rock. Tym razem trasa promocyjna nowej płyty zagrana była z takimi ludźmi jak np. Max Lilja z Apocalyptica oraz nieodłączym, niezastąpionym i totalnie zwariowanym pałkerem – Mikiem Terraną.
Przydługie intro powodowało u wszystkch apogeum zniecierpliwienia ale w końcu nadszedł ten moment – w długiej czarnej szacie pojawiła się królowa symfonicznego metalu. Spokojnie na zewnątrz jednak wydobywając z gardła typowe dla siebie, niesamowicie czyste dźwięki. Od początku zjednała sobie publiczność. Przy takim kontakcie nie można pozostać obojętnym. Przy takim głosie również. I Feel Immortal był pierwszym punktem całkowitego wrzenia na sali a kolejne utwory wykonane z doskonałością i finezją potwierdzały formę i kunszt wokalistki dzięki której Nightwish stał się Nightwishem. Ciekawostką w konfrontacji na żywo był Mike Terrana uderzający w swój zestaw z takim zaangażowaniem, jakby nie chciał by dotrwal on nawet do połowy koncertu. Jednak kto Mike’a zna ten wie, że to absolutnie normalne. W trakcie występu znalazło się również kilka minut na jego solowy show podczas którego usłyszeliśmy m.in. partie grane do podkładu Wilhelma Tella. Kontrast pomiędzy tą dziką postacią i delikatną, kobiecą Tarją to jedna z tych rzeczy, których nie sposób doświadczyć słuchając płyty.
Po tym wszystkim dla uspokojenia atmosfery dostaliśmy akustyczny set a zaraz po nim coś co od początku brzmiało znajomo – Heaven Is A Place On Earth Belindy C. w miksie z Livin On A Prayer Bon Jovi. Gdy przyszedł czas na bisy Tarja zmieniła kolor na biel. Lekka i zwiewna kreacja towarzyszyła jej już do końca podczas nightwishowego Stargazers, Until My Last Breath oraz kończącego spektakl Die Alive.

Wniosek po takim wydarzeniu może być tylko jeden – potrafi się dziewczyna wydrzeć. W zasadzie to jeszcze jeden można oprzeć na jej powierzchowności – piękną kobietą jest zdecydowanie. A jak machnie piórami…


…i jedna całkiem przyjemna klatka z Masters of Rock, o którym jeszcze tutaj będzie

Fotografia koncertowa | concert & music photography zapraszam.

pagetop

  • .subskrybuj

  • .kontakt

  • .kategorie

  • .archiwum

  • .ostatnio dodane

  • .tagi

  • .komentarze