weekendowo na jazzowo, czyli Kid Brown kinowo…

niedziela, 28 Marzec, 2010

Podobnie jak wczoraj – pogoń za dnia a wieczorem kroki skierowane do klubu Old Timers Garage, tym razem na acid jazzowe rozwiązania zespołu Kid Brown. Wiedziałem o nich tyle ile zdążyłem w wolnej chwili znaleźć na ich stronie i YouTube. Niewiele, acz wystarczająco by iść z bardzo pozytywnym nastawieniem. Nie zawiodłem się.
Dziewczyny wydobywają ze swoich gardeł fantastyczne dźwięki a kapela robi to, co w tym gatunku bardzo lubię. Czasem jazz potrafi zmęczyć…ale acid w takim wykonaniu przekłada się u mnie na reakcję z przeciwnego bieguna. Idealny koncert na miejsce jakim jest Old Timers. Muzycy zadowoleni z przyjęcia i klimatu sali, publiczność zadowolona z występu, wszyscy chcą jeszcze wrócić. Ja się nie dziwię, sam wrócę jutro na koncert Agnieszki Grochowicz.
Po koncercie tradycyjnie możliwość rozmowy i zadania kilku pytań na które zespół zapewne z przyjemnością odpowiedział. Niestety, jako, że nie było to moje ostatnie zajęcie sobotniego wieczoru – musiałem uciec trochę wcześniej. Udało się jednak zamienić parę słów z Jadzią (voc/sax) i Nikolą (klaw). Świetny jest taki klimat po koncercie kiedy można pogadać i wymienić kilka spostrzeżeń w miłej atmosferze.
Tak trzymać i do zobaczenia! Kid Brown – I’ll be watching You! Old Timers Garage – I’ll be back!
A teraz tradycyjnie trochę obrazków w kolorze i bez.
Fotografia koncertowa zapraszam.

Czyżykiewicz w dawnym kinie, czyli wspomnień czas…

sobota, 27 Marzec, 2010

Marzec miesiącem mniej muzycznym acz zasypanym różną pracą. Na szczęście już nie śniegiem. Czasem jednak udaje się gdzieś wyrwać dla przyjemności. W tym przypadku jednak…połączonej z pracą.

Katowice. Dawne kino „Piast”. To tutaj parę ładnych lat temu siedziałem jako brzdąc obserwując na ekranie przygody Bolka i Lolka. Przyjmijmy, że było to 20 lat temu. Dziś w tym miejscu jest klub. I to jaki! Old Timers Garage rozwijany przez kolekcjonera starych samochodów. I to jakich! Na pewno sporo starszych ode mnie. Np. taki policyjny Chevrolet Fleetline z ’47 stojący pod sceną. Rozpisywać się nie będę, zapraszam na www.old-timers.pl

Moje wrażenia? Jak najbardziej pozytywne. Miejsce z klimatem, spokojne i bez dymu. Nareszcie wychodzę z klubowego koncertu i nie muszę razem z wszystkimi rzeczami wchodzić do pralki! Na sali samochody, przemiła obsługa, świetnie oświetlona scena. Dla przybyłych herbata lub kawa w formie poczęstunku. Kalendarz koncertów już w tej chwili nieźle zapełniony. Jestem pod wrażeniem!

Koncert. Mirek Czyżykiewicz, poezja śpiewana. Oprócz własnych tekstów Mirek komponuje muzykę do wierszy Josifa Brodskiego. On i jego gitara – to widać i czuć, że instrument i muzyka zajmują czołową pozycję w życiu autora. Nie jest to repertuar towarzyszący mi na codzień, ale nazwisko znane i z wielką przyjemnością poszedłem na koncert. Zostałem zaskoczony tak wykonaniem i pełnym zaangażowaniem jak i samym miejscem.
Po koncercie była możliwość rozmowy z artystą, zadania kilku pytań. Dowiedzieliśmy się, że inspirują go podróże pociągiem oraz, że gitara faktycznie zajmuje specjalne miejsce w jego życiu…tym miejscem jest futerał.

Dobry relaks po całodziennej gonitwie. Zapraszam na garstkę zdjęć.

Fotografia koncertowa zapraszam.

only after dark, czyli Tito & Tarantula w katowickim Rialto…

czwartek, 11 Marzec, 2010

Nareszcie jakiś koncert. Wyrwałem się z wiru projektowania różnych graficznych dziwności i o 20:00 stanąłem w drzwiach katowickiego kinoteatru Rialto. Świetne miejsce z dużym potencjałem. Jednak bałem się jednego – światła, a raczej jego permanentnego braku. Fotograficznie to jedno z najgorszych możliwych miejsc na mojej mapie. Ciemno jak w katalońskim moździerzu. Coś tam niby błyska, ale dalekie to od sensowności. To by może było na tyle słowem wstępu.

Tito & Tarantula. Z samej nazwy znani tak sobie. Wielu znajomych pytało co to właściwie za twór, obrałem jednak prostą i nad wyraz celną drogę tłumaczeń. Nazwisko Tarantino słyszał każdy. Rodriguez również. Czy jest na sali ktoś, kto nie widział „Desperado”? A „Od Zmierzchu do Świtu”? Te filmy łączy wiele. Od wspomnianych wcześniej nazwisk, przez takie postacie jak Danny Trejo, Cheech Marin czy Steve Buscemi (których to, podobnie jak naszych muzyków możemy nie kojarzyć po nazwisku, ale nie wierzę, że ktoś nie rozpozna ich na ekranie) po pewną panią zwaną Salma Hayek. W obu wymienionych produkcjach gra ona tam nad wyraz ciekawe role, którymi…tia, znów gdzieś podążam a miało być zdaje się o muzyce. Powyższe produkcje łączy również postać Tito Larrivy i produkowanych przez jego band dźwięków. Każdy słyszał „After Dark”, a przynajmniej powinien. Tak samo też każdy powinien zobaczyć wykonanie tego kawałka w „Od zmierzchu…”. No szkoda, że na koncercie nie było tego typu atrakcji.

Skoro już dotarliśmy do koncertu. 2 godziny dobrego rocka i solidnego gitarowania w mexykańskich klimatach. Nie zabrakło takich pozycji jak „Angry Cockroaches”, „Back To The House”, „Strange Face of Love” czy przytoczony już, obowiązkowy zresztą – „After Dark”, na którym Tito wciągnął na scenę pokaźną ilość osób, napił się piwa i pośpiewał z fanami…oryginalne zagranie.

Na bis publiczność dostała…ciastko od Alfreda. Jednak po paru chwilach wyszedł Tito i zaserwował z ekipą m.in. cover Los Lobos w postaci La Bamby.

Była energia, bez wątpienia. Było dobre, żywe granie. Krótko mówiąc, udany wieczór.

Mnie pozostaje pokazać teraz garstkę zdjęć złapanych w tych mało przychylnych pseudoświetlnych warunkach. Zapraszam.

fotografia koncertowa tito tarantula katowicefotografia koncertowa tito tarantula katowicefotografia koncertowa tito tarantula katowicefotografia koncertowa tito tarantula katowicefotografia koncertowa tito tarantula katowicefotografia koncertowa tito tarantula katowicefotografia koncertowa tito tarantula katowicefotografia koncertowa tito tarantula katowice

pagetop

  • .strony

  • .kategorie

  • .archiwum

  • .ostatnio dodane

  • .tagi

  • 4 online
  • 23248 odwiedzin od 1.II.2010